Publicystyka: Pułapki klimatyczne UE

Mar 27, 2020

Zamiast skupić się na skutecznej walce z zagrażającej zdrowiu i życiu milionów ludzi pandemii koronawirusa, w pierwszych dniach marca wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej (KE) Frans Timmermans ogłosił treść projektu rozporządzenia, które nazywane jest "prawem klimatycznym", "europejskim paktem klimatycznym" i "kamieniem milowym polityki klimatycznej UE". To pierwszy z około 40 aktów prawnych, które ujrzą światło dzienne w ramach tak zwanego Nowego Zielonego Ładu, czyli nowej odsłony unijnej kampanii antywęglowej.

Górnicza "Solidarność" nie będzie milczeć wobec kolosalnych i niezwykle niebezpiecznych pułapek, które Komisja Europejska przygotowała w najnowszym projekcie "prawa klimatycznego UE". W ramach trwających właśnie konsultacji tego prawa strona społeczna z pewnością wyrazi ogromne rozczarowanie pod adresem komisarzy - autorów rozporządzenia. Zwróci też uwagę opinii publicznej na zagrożenia ekonomiczne i społeczne dla państw członkowskich, których skala jest bezprecedensowa.

Celem projektowanych przepisów jest wprowadzenie w obieg prawny politycznej deklaracji o neutralności klimatycznej Unii Europejskiej (UE), jaką ta miałaby osiągnąć do połowy obecnego stulecia. Rozporządzenie potwierdza cel redukcyjny na poziomie 100 procent do 2050 roku, ale wprowadza też nowe uprawnienia KE, która chciałaby samodzielnie - bez pytania państw członkowskich o zgodę - wyznaczać "trajektorię osiągnięcia neutralności klimatycznej w Unii Europejskiej". KE proponuje, by narzucić zaostrzony cel pośredni do 2030 r. - na poziomie 55 proc. zamiast dotychczasowych 40 proc. Jeżeli państwo członkowskie zboczy z "trajektorii", komisarze przymuszą je "aktami delegowanymi" do większej dyscypliny. Delegowanie dotyczy oczywiście uprawnienia, które dotąd posiadała wyłącznie Rada Europejska, czyli przywódcy wszystkich państw UE, decydujący na wspólnym posiedzeniu i jednogłośnie o najważniejszych prawach i obowiązkach członków Unii.

Wyposażenie komisarzy UE w prawo arbitralnego wyznaczania ścieżki dojścia do celów klimatycznych dla poszczególnych państw za pomocą "aktów delegowanych" budzi obawę, że nie zechcą oni uwzględniać specyfiki i możliwości poszczególnych państw. Powstało ryzyko, że transformacja nie będzie prowadzona w sposób uczciwy i sprawiedliwy społecznie. W zawartym w projekcie całym katalogu czynników, którymi ma kierować się KE przy wyznaczaniu "trajektorii", ani słowem nie wspomniano o takich, jak na przykład zróżnicowany stopień rozwoju gospodarczego, model energetyki, bogactwo społeczeństwa czy realne techniczne możliwości wdrożenia nowego prawa. W praktyce oznacza to, że zupełnie zignorowano skalę wyzwań, przed jakimi stoją dziś różne państwa członkowskie, o co apelowała bezustannie strona społeczna (m.in. w warszawskiej deklaracji o warunkach sprawiedliwej i zrównoważonej transformacji energetyczno-klimatycznej UE z Energy Summit w październiku 2019 r.).

Komisarze chcą co 5 lat oceniać działania państw i całej Unii m.in. w zakresie wydatkowania pieniędzy w celu dojścia do neutralności klimatycznej. Zapomnieli jednak w swoim projekcie zapisać przejrzyste kryteria tej oceny. Nie zapomnieli za to o restrykcjach, które będą mogli stosować i to wyłącznie pod kątem realizacji celu neutralności klimatycznej, nie zważając zupełnie na takie "drobiazgi", jak bezpieczeństwo energetyczne, socjalne czy po prostu możliwości poszczególnych krajów! W sprawach wydatkowania pieniędzy przez państwa członkowskie KE chce zagwarantować sobie prawo wydawania państwom członkowskim "zaleceń". Cokolwiek to znaczy, oczywiście otwiera szalenie niebezpieczną ścieżkę do wpływania przez komisarzy na decyzje należące do suwerennych krajów i ich rządów narodowych!

Jako związkowcy pełniący służbę społeczną w sektorach przemysłu podstawowych dla rozwoju takich regionów, jak np. Górny Śląsk, nie możemy przejść obojętnie obok faktu, iż przedstawiony projekt prawa klimatycznego UE w żadnym miejscu nie wspomina o zasadach i środkach transformacji dla regionów górniczych. Nie przywołuje nawet tak sztandarowych, hasłowych wciąż pojęć, jak Fundusz Sprawiedliwej Transformacji, czy - niewprowadzony wciąż - podatek "carbon tax" na towary spoza obszaru restrykcji UE, chroniący konkurencyjność europejskiego przemysłu!

Podstawowa wada projektu KE polega na tym, że oprócz zatwierdzenia w sensie prawnym celu głównego neutralności (i celów pośrednich), kompletnie ignoruje warunki osiągnięcia tych celów. W całym akcie prawnym brakuje takich - powziętych już przecież politycznie - ustaleń, jak to, że w transformacji podział środków z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji musi uwzględniać poziom produkcji czy też poziom wykorzystania w poszczególnych gospodarkach paliw kopalnych. Jednym z naczelnych kryteriów powinien być m.in. poziom zatrudnienia w sektorze górniczym, gdyż właśnie do tej grupy pracowników zagrożonych dramatyczną restrukturyzacją sektora przede wszystkim kierować należy wsparcie. Zgodnie z głoszonymi na forum Unii Europejskiej politycznymi deklaracjami, trzeba wyraźnie uwzględnić w projekcie rozporządzenia taki również warunek, że wygaszane miejsca pracy muszą być zastępowane nowymi, adekwatnymi miejscami o odpowiedniej jakości.

Nie mamy wątpliwości, że akt prawny tej rangi, co prawo klimatyczne UE, musi regulować prawo poszczególnych krajów do współdecydowania o podejmowanych działaniach! Projekt nie zawiera takich przepisów. Ma na celu wyłącznie nadanie Komisji Europejskiej nowych uprawnień do narzucania państwom kreowanej arbitralnie polityki. W tym sensie na pewno nie jest to projekt wspólnego prawa unijnego do osiągnięcia celów przez wszystkie kraje członkowskie UE. Jeśli już nazywa się go "kamieniem milowym", chodzi raczej o kolejny punkt potwierdzający hegemonię brukselskiej biurokracji.

Cała odpowiedzialność za opracowanie i wypełnienie strategii oraz planów adaptacyjnych przerzucona została oczywiście na państwa członkowskie, natomiast KE przyznała sobie szerokie prawo do ich kontroli. Wszelkie zapisy o konieczności wsparcia procesu transformacji, zapewnienia pieniędzy, aby przebiegał sprawiedliwie i solidarnie, są zaledwie ogólne, niemożliwe do wyegzekwowania. Przykładem może być artykuł 8 rozporządzenia, mówiący o udziale społecznym. Zgodnie z ugruntowanym schematem unijnej nowomowy, okazuje się, że Komisja Europejska "współpracuje", "sprzyja", "ułatwia", "prowadzi dialog", ale już nie odpowiada za ustanawiane warunki, nie gwarantuje niczego, nie zobowiązuje się, że np. w transformowanych regionach nie nastąpi wykluczenie społeczne...

Jakimkolwiek będzie nowe prawo klimatyczne UE, musi ono przewidywać projekty restrukturyzacyjne dla obszarów górniczych, prace badawczo-rozwojowe w zakresie czystych technologii węglowych czy zagospodarowanie terenów likwidowanych kopalń pod inwestycje w nowych gałęziach przemysłu. Ponadto nie wystarczy wpisać do projektu prawa nic nie znaczących sformułowań o prowadzeniu dialogu z mieszkańcami, przedsiębiorcami, przedstawicielami związków zawodowych czy władz lokalnych. Trzeba zagwarantować prawnie ich czynne włączenie się i udział - jako interesariuszy - w proces transformacji energetyczno-klimatycznej. O ile oczywiście zależy Brukseli, aby przeprowadzić tę transformację z korzyścią dla wszystkich mieszkańców i obywateli Unii Europejskiej, a nie na zgubę części z nich i o ile nie jest to kolejny przejaw niebezpiecznej unijnej technologii legislacyjnej, która po cichu wymusza radykalne zmiany, na które nigdy - jako obywatele i przedstawiciele pracowników - nie wyrażaliśmy zgody.

 

Krzysztof Leśniowski