Grzesik: Pracownicy uratowali tę branżę

Maj 27, 2018

O dobiegającej końca związkowej kadencji 2014-2018, bieżących problemach górnictwa oraz wyzwaniach stojących przed górniczą "Solidarnością" i całą branżą w przededniu sprawozdawczo-wyborczego Walnego Zebrania Delegatów Krajowej Sekcji Górnictwa Węgla Kamiennego (KSGWK) NSZZ "Solidarność" rozmawiamy z przewodniczącym KSGWK Jarosławem Grzesikiem. Zachęcamy do lektury wywiadu.

 

* * *

 

Solidarność Górnicza: - Cztery lata temu, podsumowując kadencję 2010-2014, obecny na Walnym Zebraniu Delegatów górniczej "Solidarności" wiceprzewodniczący Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność" Tadeusz Majchrowicz stwierdził, że była to "kadencja protestów". Jak w takim razie określić kadencję 2014-2018 - ale w odniesieniu do naszej branży? Może "cztery lata batalii o dalsze istnienie górnictwa, które chciano zlikwidować"?

Jarosław Grzesik, przewodniczący KSGWK NSZZ "Solidarność": - Trudno byłoby tutaj ująć cokolwiek w jednym zdaniu. Być może propozycja zawarta w pytaniu byłaby właściwa zwłaszcza dla pierwszej części kadencji. Wydarzenia, które ją zdominowały, miały swój początek w antygórniczej polityce rządu Donalda Tuska. Przypomnę, że 29 kwietnia 2014 roku na ulicach Katowic kilkanaście tysięcy górników ze wszystkich spółek funkcjonujących w regionie zaprotestowało przeciwko nieudolnemu zarządzaniu sektorem. Zarządy spółek węglowych kompletnie nie radziły sobie zarówno z wydobyciem węgla, jak i jego sprzedażą, czego najlepszym dowodem były rosnące zwały. Domagaliśmy się między innymi wprowadzenia mechanizmów przeciwdziałających nadmiernemu importowi węgla spoza Unii Europejskiej - zwłaszcza z Rosji, rozpoczęcia negocjacji dotyczących uzgodnienia treści nowej strategii funkcjonowania górnictwa węgla kamiennego czy stworzenia długoterminowej strategii funkcjonowania całego sektora paliwowo-energetycznego, zapewniającej bezpieczeństwo energetyczne kraju w oparciu o węgiel. Kilka dni później spotkaliśmy się z Donaldem Tuskiem, na którym to spotkaniu pan premier zapewniał, że rząd poważnie potraktuje postulaty środowiska górniczego. Jednak tak jak to zwykle w przypadku Donalda Tuska bywało, przez kolejnych kilka miesięcy mamił nas obietnicami, zyskując spokój społeczny, po czym - jak gdyby nigdy nic - "uciekł" do Brukseli na stanowisko zaoferowane mu przez przywódców Unii Europejskiej. Górnicy o złożonych obietnicach nie zapomnieli. 24 września przeprowadziliśmy akcję blokady torów w Braniewie, tuż przy granicy polsko-rosyjskiej, którędy do Polski wpuszczano miliony ton importowanego węgla, a tydzień później pojawiliśmy się przed Sejmem, gdzie exposé wygłaszała pani premier Ewa Kopacz. Niczego nie wniosło powołanie nowego pełnomocnika do spraw restrukturyzacji górnictwa węgla kamiennego, którym został Wojciech Kowalczyk. Jesienią doszło do okupacji siedziby Kompanii Węglowej, gdzie istniało poważne zagrożenie, że pracownicy nie otrzymają wypłat. Ten kryzys udało się jeszcze zażegnać, bo rząd potrzebował spokoju przed świętami Bożego Narodzenia, ale już 7 stycznia 2015 r. pani premier ogłosiła "plan naprawczy dla Kompanii", czyli plan zamknięcia czterech kopalń KW - KWK "Bobrek-Centrum", KWK "Brzeszcze", KWK "Pokój" i KWK "Sośnica-Makoszowy" - co doprowadziło do największego od lat strajku w górnictwie. Górników wsparli mieszkańcy śląskich miast. Kilkunastotysięczna manifestacja przeszła ulicami Bytomia, podobne akcje przeprowadzono w Gliwicach, Rudzie Śląskiej i Zabrzu, protestowano w Brzeszczach. 17 stycznia 2015 podpisano porozumienie, które cofało decyzję o likwidacji kopalń. Dosłownie kilka dni później rozpoczął się dramatyczny strajk pracowników Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Dzięki temu protestowi udało się doprowadzić do odsunięcia od władzy prezesa - winnego doprowadzenia JSW na skraj bankructwa - a to z kolei otworzyło drogę do odbudowy pozycji JSW. Wracając zatem do postawionego pytania, być może takie właśnie określenie, zwłaszcza w odniesieniu do przełomu lat 2014/2015, jest tu na miejscu. Chciałbym zarazem zaznaczyć, że elementami batalii o dalsze funkcjonowanie górnictwa były również trudne negocjacje dotyczące tak zwanych porozumień oszczędnościowych. Za cenę czasowego zawieszenia wypłaty niektórych świadczeń pracownikom udało się uratować zarówno JSW, jak i Kompanię, potem zaś doprowadzić do powołania PGG. Pracownicy uratowali tę branżę. Obecnie powoli "wylizujemy się" z odniesionych ran. Załogi odzyskują zawieszone elementy płacowe nawet z pewną nawiązką. Utrzymanie miejsc pracy i brak zwolnień, pomimo błędnej decyzji rządu Prawa i Sprawiedliwości o likwidacji kopalń "Makoszowy" i "Krupiński", oraz skuteczne działania na rzecz obrony górnictwa węgla kamiennego to, moim zdaniem, największe osiągnięcia górniczej "Solidarności" w mijającej kadencji.

SG: - Skoro mowa o sukcesach, trzeba też wspomnieć o sprawie, gdzie tego sukcesu odnieść chyba się nie udało - chodzi o politykę klimatyczną Unii Europejskiej. Bruksela forsuje coraz bardziej radykalne warianty Pakietu Klimatycznego, przed którym Sekretariat Górnictwa i Energetyki NSZZ "Solidarność" przestrzegał ponad 10 lat temu. Tymczasem unijni urzędnicy nie oglądają się na nikogo, tylko robią swoje. Czy jest jeszcze jakakolwiek szansa, by zatrzymać prowadzony odgórnie i z "błogosławieństwem" rządów najbogatszych państw proces dekarbonizacji Unii Europejskiej? Związek będzie się jeszcze tutaj angażował czy też raczej pozostawi tę sprawę polskiemu rządowi, który ma możliwość prowadzenia bezpośrednich rozmów z liderami UE?

JG: - Nie zgodziłbym się z tak postawioną tezą. Gdyby nie to, że od kilkunastu lat mówiliśmy o zagrożeniach wynikających z Pakietu, że jest to tak naprawdę "pakiet biznesowo-polityczny", a nie żadna walka o klimat, na który człowiek nie ma większego wpływu, dzisiaj bylibyśmy w jeszcze gorszej sytuacji. To nasze - związkowe - działania na arenie krajowej i międzynarodowej wzmocniły stanowisko strony sceptycznej wobec rozwiązań proponowanych przez Brukselę. Ponadto wpływaliśmy na opinię i decyzje związków zawodowych działających w Europie i na świecie, które wcześniej Pakietem się nie przejmowały. Wykonaliśmy olbrzymią pracę, by przekonać wszystkich, że "walka z ociepleniem klimatu" jest walką z całym europejskim przemysłem energochłonnym, a więc walką z tymi gospodarkami narodowymi, gdzie branże emitujące dwutlenek węgla mają duże znaczenie. Jedną z takich gospodarek jest gospodarka polska. Przekonaliśmy polski rząd do aktywności w tej kwestii i do podjęcia działań, które pozwoliłyby zmienić politykę klimatyczną UE. W tym zakresie uzgodniliśmy z ministrem środowiska Janem Szyszko, że wypracujemy wspólne stanowisko ze stroną pracodawców i stroną rządową na COP24 - światową konferencję klimatyczną ONZ, która odbędzie się pod koniec roku w Katowicach. Problem pojawił się wraz z dymisją ministra. Od tego czasu, a minęło kilka miesięcy, sprawa utknęła w martwym punkcie. 11 kwietnia skierowaliśmy pismo do pana premiera Morawieckiego, przypominając mu o tej niezwykle istotnej dla Polski sprawie. Ponadto planujemy szereg spotkań i konferencji dotyczących polityki klimatycznej. Jesteśmy konsekwentni. Do końca będziemy walczyć z niekorzystnym dla nas trendem, jaki zapanował w europejskiej polityce.

SG: - Pomówmy teraz o sprawach bieżących. Jak z perspektywy górniczej "Solidarności" wygląda dzisiaj dialog na linii związkowcy-rząd? Do jakiego stopnia wyniki wyborów parlamentarnych z 2015 r. wpłynęły na zmianę tych relacji, a w jakich sprawach wciąż trudno się z rządem dogadać?

JG: - Po zmianie układu politycznego diametralnie zmienił się stosunek władzy do sektora wydobywczego. Obecna ekipa, bez względu na popełniane błędy, stara się jednak pełnić rolę gospodarza w stosunku do górnictwa. Gdyby nie zmiana rządu, wspomniane przeze mnie wcześniej działania związkowców i załóg niczego by nie dały. Upadłaby Kompania, upadłaby JSW i upadłby Katowicki Holding Węglowy, zaś majątek po tych podmiotach zostałby wyprzedany za bezcen. Taka była "strategia" poprzedniej władzy. Wbrew temu, co niektórzy mogliby sądzić, nie jest też jednak tak całkiem "różowo". Wciąż nie udało się zmniejszyć liczby podatków i rozmaitych danin, jakie muszą odprowadzać do budżetu przedsiębiorstwa górnicze. Mówimy o tym od lat. Górnicza Izba Przemysłowo-Handlowa miała przedstawić stosowną analizę na ten temat, a rząd miał się nad problemem pochylić. Niestety, żadne zmiany - póki co - nie następują. Spółki węglowe wciąż są zobowiązane do płacenia danin, których nie muszą płacić inne branże. Nadal nie jest rozwiązany problem wygasających koncesji na eksploatację węgla. Tymczasem do końca sierpnia 2020 r. wygaśnie 21 koncesji. Część kopalń może utracić prawo do wydobywania węgla. Trudno zrozumieć, dlaczego rząd czeka z tym na ostatnią chwilę. Mimo obietnic złożonych między innymi przez wicedyrektora Departamentu Geologii i Koncesji Geologicznych Ministerstwa Środowiska Rafała Misztala, że kwestia ta zostanie uregulowana, nic się tutaj nie dzieje, a czas leci...

SG: - Sprawą, która ciągnęła się przez dwa lata, a i tak nie została do końca rozwiązana, jest kwestia rekompensat za utracone prawo do bezpłatnego węgla dla emerytów. Przyznając byłym pracownikom kopalń 10-tysięczną rekompensatę, rząd pominął kilkanaście tysięcy osób, które swoje pieniądze też powinny otrzymać. Stało się jednak tak, że uprawnionym na mocy dotychczasowej ustawy pieniądze wypłacono, a o tych pominiętych zapomniano. Czy górnicza "Solidarność" zamierza naciskać na rząd w tej kwestii?

JG: - Tak. Powtarzamy to jak mantrę i powtarzać będziemy, że zupełnie inaczej wyobrażaliśmy sobie rozwiązanie tej niezwykle istotnej społecznie sprawy. Nam chodziło o to, by były pracownik - emeryt, rencista - miał prawo wyboru, czy chce jednorazowego "wykupu" prawa do bezpłatnego węgla, czy też w dalszym ciągu chce pobierać ten węgiel na dotychczasowych zasadach. Była nawet inicjatywa społeczna dotycząca rozwiązania tego problemu, pod którą podpisało się ponad 120 tysięcy osób, rząd jej jednak nie zaakceptował. Faktycznie, odmówiono jednorazowej rekompensaty grupie około 20 tysięcy osób, choć wypłacono ją 235 tysiącom osób znajdujących się w tej samej sytuacji. Prawa do otrzymania świadczenia nie mają między innymi wdowy i sieroty po czynnych pracownikach kopalń - na przykład po górnikach, którzy zginęli pod ziemią. To zwyczajny wstyd. Jeśli rządzący chcą być traktowani w środowisku poważnie, ten akurat problem powinni rozwiązać możliwie szybko.

SG: - Co będzie największym wyzwaniem dla górniczej "Solidarności" i górnictwa w Polsce przez najbliższe 4 lata, w kadencji 2018-2022?

JG: - Punktem honoru dla górniczej "Solidarności" będzie doprowadzenie do przyjęcia sprawiedliwych rozwiązań w zakresie rekompensat za utracone prawo do bezpłatnego węgla. Osoby pominięte w rządowym rozwiązaniu z ubiegłego roku muszą otrzymać swoje pieniądze. Idąc dalej - jestem pewien, że przez cały ten czas będziemy się zmagać z polityką klimatyczną UE, którą Bruksela próbuje zaostrzać. Nie zapomnimy - i mam nadzieję, że pracodawcy również - o dążeniu do ograniczenia liczby danin, jakimi obciążone są przedsiębiorstwa górnicze. Wśród spraw pilnych mamy do rozwiązania kwestię wygasających koncesji na wydobycie. Jest wreszcie sprawa tak oczywista, jak inwestycje. Bez nich rozwój górnictwa będzie niemożliwy, przez co zostaniemy skazani na coraz większy import surowców energetycznych z zagranicy. Zamierzamy naciskać na rząd i zarządy spółek węglowych, tak by to negatywne zjawisko się nie pogłębiło. Konieczne jest opracowanie strategii paliwowo-energetycznej kraju. Po tym, jak udało nam się uzgodnić z rządem i pracodawcami treść "Programu dla sektora górnictwa węgla kamiennego do roku 2030", pora spojrzeć szerzej i stworzyć taką wizję całościową, w której zostałoby ujęte górnictwo węgla kamiennego, węgla brunatnego oraz energetyka. Na koniec wspomnę o tym, że przygotowaliśmy projekt Ponadzakładowego Układu Zbiorowego Pracy dla Pracowników Spółek i Zakładów Górniczych. W ostatnich dniach został on przesłany pracodawcom. Wkrótce stanie się zapewne przedmiotem negocjacji pomiędzy stronami. Doprowadzenie do podpisania i wejścia w życie PUZP to kolejne wyzwanie, przed którym stoimy.

SG: - Dziękujemy za rozmowę.

 

rozmawiał: MJ