Babij: Pieniądze otrzymali "wybrani"

Sie 29, 2026

O problemach finansowych pracowników Przedsiębiorstwa Górniczego (PG) "Silesia" Sp. z o.o., którym nie wypłacono wynagrodzeń w terminie, utrudnianiu działalności związkowej przez właściciela czechowickiej kopalni i sytuacji samego zakładu rozmawiamy z Grzegorzem Babijem, przewodniczącym Komisji Zakładowej (KZ) NSZZ "Solidarność" PG "Silesia" Sp. z o.o.

 

* * *

 

Solidarność Górnicza: - Na początku sierpnia media obiegła informacja o problemach z wypłatą wynagrodzeń w PG "Silesia". Czy od tamtego czasu cokolwiek się zmieniło? I czy pracodawca odniósł się jakoś do tej bulwersującej sprawy?

Grzegorz Babij, przewodniczący KZ NSZZ "Solidarność" PG "Silesia" Sp. z o.o.: - Miało być tak pięknie, a wyszło jak zawsze. Przejęcie "Silesii" bezpośrednio przez Bumech nie przyniosło naszemu zakładowi niczego dobrego. Obiecywano pracownikom - również ustami działaczy Związku Zawodowego Górników w Polsce czy "Kadry" - że jak przejdą pod Bumech, to wróci normalność. Tak się nie stało. Jest jeszcze gorzej. Przed takim scenariuszem "Solidarność" ostrzegała od dłuższego czasu, zapewne gdzieś od połowy 2024 roku. Wtedy panowie z Bumechu zaczęli testować załogę - przestali respektować układy zbiorowe pracy, porozumienia i patrzyli, co zrobią ludzie. Następnie "dokręcali śrubę", aż w końcu nie wypłacili pracownikom należnych im wynagrodzeń. Po wybuchu afery zdecydowano się na pewne ruchy płacowe, choć wbrew temu, co mogliśmy przeczytać w oświadczeniu Bumechu lub też usłyszeć w wypowiedziach pełnomocnika dyrektora do spraw społecznych pana Tomasza Szpyrki (jednocześnie przewodniczącego "Kadry"), nie wszyscy otrzymali dwie transze zaliczek w wysokości 2 tysięcy złotych. To było kłamstwo i oszustwo. Pieniądze otrzymali "wybrani". Inni, nawet jeśli pracowali w lipcu, ale się rozchorowali i poszli na L4, albo nie otrzymali zaliczek wcale, albo wypłacono im tylko jedną transzę. Pytanie zasadnicze brzmi - jak zareagują górnicy? Czy dadzą się dalej tak traktować? My - jako "Solidarność" - reagujemy na każdy tego typu przypadek i informujemy odpowiednie instytucje oraz służby o łamaniu porozumień, układów lub przepisów bhp.

SG: - Z jaką spotykacie się odpowiedzią?

GB: - Do tej pory bywało z tym różnie. Mam nadzieję, że teraz, kiedy przekroczono kolejną granicę, kiedy dochodzi do tak spektakularnych przypadków, jak pozbawianie pracowników należnych im pieniędzy, wspomniane instytucje potraktują przypadek naszej kopalni poważnie. Apeluję zwłaszcza do Państwowej Inspekcji Pracy - nie kierujcie do "Solidarności" pism, w których radzicie, by związek zawodowy, o ile czuje się pokrzywdzony, wniósł sprawę do sądu, tylko sami zacznijcie egzekwować własne zalecenia. Macie do tego narzędzia. Jeśli pracodawca nie respektuje wniosków PIP, Inspekcja powinna złożyć przeciwko niemu sprawę do sądu, a nie wysługiwać się organizacjami związkowymi, bo to związek zawodowy zwrócił się o pomoc do PIP, nie odwrotnie.

SG: - Skoro jesteśmy przy tematyce związkowej, co się dzieje z "Solidarnością" zrzeszającą pracowników "Silesii"? Kilka miesięcy temu właściciel wytoczył przeciwko Związkowi najcięższe działa. O wejściu pracodawcy do lokalu NSZZ "Solidarność" i przeniesieniu całej dokumentacji wewnątrzzwiązkowej w inne miejsce słyszeli chyba wszyscy zainteresowani losem kopalni.

GB: - "Solidarność" działa. Działa legalnie, co potwierdza dokument, który otrzymaliśmy z Państwowej Inspekcji Pracy. Niestety, właściciel nie potrąca składek naszym członkom i nie przelewa ich na konto Związku, choć we wspomnianym piśmie PIP poinformowała, iż zwróciła się o to do niego. Mało tego, Bumech kazał pracownikom wypełnić specjalne ankiety na temat ich przynależności związkowej. Każdy miał indywidualnie stwierdzić, że należy do danego związku zawodowego i chce, by ten związek otrzymywał składkę potrącaną z jego pensji. Z takim postępowaniem absolutnie nie można się zgodzić. Zgodnie z artykułem 231 Kodeksu pracy, wraz z przejęciem "Silesii" cała dokumentacja kadrowo-płacowa przeszła w ręce Bumechu, co oznacza, że Bumech ma pełną wiedzę na temat członkostwa pracowników kopalni w związkach zawodowych. Brak ponownych deklaracji nie może być podstawą do odstąpienia od potrącania związkowych składek. Stworzono sztuczny problem, bez jakiejkolwiek podstawy prawnej, aby jeszcze bardziej osłabić "Solidarność". Co istotne, w piśmie z połowy czerwca PIP zasygnalizowała, że wie o tym, iż Bumech nie potrąca składek związkowych członkom "Solidarności". Mamy przełom sierpnia i września. Czy Inspekcja cokolwiek zrobiła, aby ten problem rozwiązać? W tej chwili wygląda to tak, że członkowie NSZZ "Solidarność" PG "Silesia" wpłacają swoje składki członkowskie bezpośrednio na związkowe konto. Jak długo jeszcze? Nie mam pojęcia. Marcin Sutkowski, właściciel Bumechu, śmieje się w twarz instytucjom państwowym, ignorując wydawane przez nie zalecenia, śmieje się w twarz pracownikom, nie wypłacając im wynagrodzeń i nic go za to nie spotyka. Wszyscy ulegają wyjątkowo wrednej naturze jednego człowieka. I jeszcze jedno - niech działacze ZZG i "Kadry" nie myślą, że ich to nie dotyczy. Po "uporaniu się" z "Solidarnością" właściciel zajmie się nimi w dokładnie ten sam sposób. Jestem tego pewien.

SG: - Omówiliśmy sytuację pracowników i związków zawodowych ze szczególnym uwzględnieniem "Solidarności". A jak funkcjonuje kopalnia? Czy właściciel podejmuje działania, aby ustabilizować jej sytuację po zawirowaniach z ostatnich kilku czy kilkunastu miesięcy?

GB: - Niestety, nie. Ściana 164 została wyposażona w autentyczny złom. Cały kompleks ścianowy zabudowano bez przeprowadzenia jakiegokolwiek remontu. Proces rozruchu ściany też okazał się jedną wielką kompromitacją, bo tam aż się roi od ciągłych zerwań łańcucha, awarii reduktorów, przypadków braku ciśnienia i innych zdarzeń. W praktyce nic nie funkcjonuje tak, jak powinno. Wydobycie sięga 500, 600, najwyżej 700 ton węgla na dobę. Mnie to osobiście nie dziwi, bo mam świadomość, jak działa obecny właściciel "Silesii". On by chciał prowadzić ścianę dwoma pracownikami zatrudnionymi na minimalnej krajowej, najtańszym - może nawet zepsutym - sprzętem, a wydobycie powinno wynosić 12 tysięcy ton na dobę. To jest taki człowiek. I zawsze takim był. Ostatnio dotarliśmy do informacji o firmie Kobud. Podmiot ten realizował zadania dla Lubelskiego Węgla "Bogdanka". Mniej więcej 10 lat temu firmę przejął Marcin Sutkowski ze swoim wspólnikiem, po czym bardzo szybko położył ją "na łopatki". Dlaczego o tym mówię? Bo pracownicy Kobudu, którym wtedy nie wypłacono należnych im środków pieniężnych, do dzisiaj nie mogą ich odzyskać. Podobnie rzecz się ma z wierzycielami i dostawcami maszyn. Mało? Proszę bardzo. Z GZUG-iem [Gliwicki Zakład Usług Górniczych Sp. z o.o. - przyp. red. SG] podpisano umowę na roboty przygotowawcze za 4 miliony złotych, po czym tej kwoty nie zapłacono, co "pomogło" upaść firmie działającej w branży okołogórniczej od wielu lat. Gdzie my mamy prawo w Polsce? Konkludując, mam duże wątpliwości, czy pracownicy "Silesii", którym właściciel kopalni zalega znaczne przecież kwoty, nawet po 30 tysięcy zł, kiedykolwiek ujrzą swoje pieniądze. To może skończyć się tak, jak w przypadku wspomnianego wcześniej Kobudu. Smutne, ale prawdziwe.

SG: - Choć zwykle się tego nie robi, w tym przypadku warto zapytać o Twoją osobistą sytuację. Zostałeś zwolniony, choć pełniłeś funkcję przewodniczącego zakładowej "Solidarności". Jak to wyglądało?

GB: - Około połowy kwietnia wręczono mi wypowiedzenie ze skróconym czasem obowiązywania. Do końca maja pozostawałem pracownikiem PG "Silesia", a na dzień dzisiejszy jestem osobą bezrobotną. Tak jak inne zwolnione wówczas osoby, nie otrzymałem ani ostatniej wypłaty za maj, ani odszkodowania z tytułu skróconego okresu wypowiedzenia. Więc tak naprawdę pozostawiono nas bez środków do życia. Od przełomu stycznia i lutego, kiedy zostały złożone pozwy przez pierwszych pracowników "Silesii" niesłusznie zwolnionych z pracy, czekamy na wyznaczenie terminów rozpraw sądowych. Jednocześnie, zgodnie z literą prawa, nadal jestem przewodniczącym Komisji Zakładowej NSZZ "Solidarność" PG "Silesia" Sp. z o.o. Myślę, że już we wrześniu pokażemy, jaką siłą jest "Solidarność", bo pewne plany na działanie mamy.

SG: - Dziękujemy za rozmowę.

 

rozmawiał: MJ
(fot. Komisja Zakładowa NSZZ "Solidarność" Przedsiębiorstwa Górniczego "Silesia" Sp. z o.o.)