- Obiecanki, które słyszeliśmy - że zmienimy profil działalności, że będziemy robić inne rzeczy oprócz sprzedaży węgla, przerabiać kamień na torowiska czy tworzyć hub przeładunkowy, że musimy zatrzymać ludzi, bo praca dla nich na pewno będzie - spełzły na niczym. Tych pomysłów - nierzadko dobrych - było całkiem sporo, ale żaden z nich nie został "dociągnięty" do końca. Po prostu zabrakło kompetentnego menedżera, który potrafiłby je wprowadzić w życie. Obecnie pracownicy są zdesperowani. Od trzech miesięcy nie otrzymują pensji. Powołaliśmy MKPS, bo cienka czerwona linia została przekroczona - mówi przewodniczący zakładowej "Solidarności" w Katowickim Węglu i szef całego Komitetu Adrian Duras. - Dziś stoimy tutaj murem, broniąc godności załogi. Żądamy zdecydowanej reakcji Zarządu Holdingu KW, wyjaśnienia całej tej sytuacji i przelania wynagrodzeń na konta pracowników. Domagamy się też przedstawienia planów na dalsze funkcjonowanie Katowickiego Węgla, zwłaszcza koncepcji połączenia naszej firmy z Haldeksem [inną spółką należącą do Holdingu KW - przyp. red. SG] - dodaje.
Przez lata podstawową działalnością spółki Katowicki Węgiel była produkcja paliw węglowych przeznaczonych do spalania w kotłach z paleniskiem retortowym oraz miałowych mieszanek energetycznych - również dla energetyki i ciepłownictwa.
- Byliśmy pierwszym producentem paliw ekologicznych. Jako pierwsi w Polsce zaczęliśmy je produkować, jako pierwsi zaczęliśmy je pakować, jako pierwsi w Polsce otwarliśmy w pełni automatyczną linię do paczkowania tego węgla i jako pierwsi w kraju sprzedawaliśmy węgiel na paletach przez Internet. Byliśmy pionierami, jeśli chodzi o wyrób ekologicznych paliw do pieców retortowych, zajmowaliśmy się przeróbką węgla - wspomina związkowiec.
Pytamy, gdzie należy upatrywać pierwszych symptomów obecnego kryzysu?
- To był wrzesień 2024 - odpowiada Adrian Duras. - Zmiana Zarządu sprawiła, że do kierownictwa Spółki trafili bardzo niekompetentni ludzie, bez wiedzy merytorycznej, niemalże "z łapanki". To pani wiceprezes, która mieszkała w Warszawie, zarządzała firmą poprzez maile wysyłane o drugiej w nocy. To pan prezes, młody człowiek, którego największą ambicją było posiąść nowy służbowy samochód i nowy smartfon - na tym kończyły się jego pomysły dotyczące zarządzania firmą. Zarząd Holdingu KW był informowany o nieprawidłowościach, które się u nas dzieją. Niestety, nic z tym nie zrobiono, a z czasem trudna sytuacja zaczęła się pogłębiać - twierdzi.
Zwracając się do uczestników pikiety, przewodniczący przypomniał postawę pracowników Katowickiego Węgla - sumiennie wykonujących swoje zadania mimo narastających trudności.
- Na naszym składzie był węgiel z Węglokoksu. Ludzie bez ciepłej wody - bo została nam odcięta w marcu 2025 - brudni, pracowali po to, żeby skończyć te kontrakty, które Katowicki Węgiel miał podpisane. Co ja mam tym ludziom teraz powiedzieć? "Idźcie do lombardu, zastawcie swój telewizor"? "Zastawcie swoje obrączki ślubne, żeby mieć co do garnka włożyć"? - zastanawiał się. - Gdzie jest władza? To są państwowe spółki! - zwracał uwagę.
Arkadiusz Siekaniec z ZZG wskazywał na wciąż niezrealizowane zobowiązania finansowe firmy wobec załogi.
- Oczekujemy zdecydowanych działań od Zarządu KW Holdingu. Nam niepotrzebne są ekspertyzy, wydawanie pieniędzy na firmy księgowe (...), wydawanie na ekspertów. (...) My potrzebujemy, żeby ludzie dostali pieniądze za wykonaną pracę i potrzebujemy, żebyście uregulowali należności, które potrącili ludziom z wypłaty i nie przekazali do ZUS-u [Zakładu Ubezpieczeń Społecznych - przyp. red. SG], nie przekazali na PPK [Pracownicze Plany Kapitałowe - przyp. red.], z dużym opóźnieniem (...) przekazali (...) na ubezpieczenia. Ludzie mieli ciężkie operacje, onkologiczne i nie wiedzieli, czy dostaną za to jakiekolwiek odszkodowanie, mimo że zapłacili, że z ich wypłaty potrącono składkę na to ubezpieczenie. Po prostu zawłaszczył je pracodawca. (...) Mamy się na to godzić? - retorycznie pytał.
Swoją obecność zaznaczyli przedstawiciele innych podmiotów należących do Holdingu KW, których sytuacja jest równie dramatyczna, co Katowickiego Węgla - Gliwickiego Zakładu Usług Górniczych oraz zajmującej się ochroną mienia Grupy KOK. W imieniu tych ostatnich głos zabrał przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ "Solidarność" Grupy KOK Sp. z o.o. Ireneusz Lier.
- Nowy Zarząd... Prezesi zaczęli od tego, żeby załatwić sobie podwyżki. Jak im się udało, to załatwili sobie nowe samochody. (...) A potem już było tylko gorzej. (...) Skończyło się na tym - 2025 rok, strata na poziomie ponad 5 milionów złotych. I co się mówi? "Wina ludzi, ludzie za dużo zarabiają", bo my mamy układ zbiorowy. Tylko nikt nie wie, że z tego układu została już nam tylko minimalna pensja - minimalna! Tak wygląda sprawa, jeżeli chodzi o Grupę KOK. My, jako organizacje w Grupie KOK, chcieliśmy dialogu, chcieliśmy rozmawiać, chcieliśmy restrukturyzacji, chcieliśmy planu naprawczego. Nie rozmawia się z nami. Nikt z nami nie rozmawia. Nie rozmawia Holding. (...) Oni po prostu nie spełniają swoich podstawowych obowiązków. (...) Bo to jest ich wina. Bo gdyby Zarząd Holdingu, gdyby rady nadzorcze reagowały na to, co się dzieje, to tego by nie było dzisiaj. Nie byłoby sytuacji, że wszystkie spółki w Holdingu KW padają! (...) Tak nie może być! - grzmiał. - Po to zorganizowaliśmy to spotkanie, żeby ktoś w końcu usłyszał, że w Holdingu KW dzieje się źle, że Holding KW to jest "wydmuszka". To są tylko stołki panów prezesów, pań prezesek i to są tylko niepotrzebnie wyrzucone pieniądze. Dajcie nam normalnych menadżerów, dajcie nam prezesów, którzy będą chcieli rozmawiać ze stroną społeczną - podsumował.
Demonstracja trwała około godziny. Jej uczestnicy trzymali transparenty z hasłami: "Dość pustych obietnic", "Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego" i "10.XII-26.II.2026 - 78 dni bez pensji". Skandowali: "Nie poddamy się pajacom, którzy wypłat nam nie płacą" oraz "Zwolnić wszystkich - ch*** wie, czemu - byle pozbyć się problemu".