Podobną akcję przeprowadzono w tym samym miejscu 11 miesięcy temu.
- Zebraliśmy się tutaj, żeby wyrazić swój stanowczy sprzeciw wobec działań naszych właścicieli. (...) To wszystko, co się dzisiaj dzieje, doprowadza do tego, że kopalni może za chwilę nie być - przekonywał 10 marca 2025 roku szef "Solidarności" w "Silesii".
Po niemal roku pracownikom wręczane są wypowiedzenia, a przyszłość restrukturyzowanego zakładu stanowi wielką niewiadomą.
Rozpoczynając wtorkowe wystąpienie, Grzegorz Babij podziękował strukturom regionalnym NSZZ "Solidarność" za przyjęcie stanowisk będących gestem solidarności z pracownikami PG "Silesia".
Następnie przeszedł do spraw bieżących, krytykując dotychczasowe działania właściciela "Silesii" oraz zarządcy sądowego Spółki wobec załogi - przede wszystkim uczestników grudniowego strajku, ale nie tylko. Mówił o konkretnych przypadkach łamania porozumienia kończącego podziemny protest.
- Przyszedł frontalny atak na "Solidarność", przyszedł frontalny atak na ludzi, na tych bohaterów, którzy spędzili osiem dni pod ziemią. Proszę sobie wyobrazić, że pomimo zapisów w tym porozumieniu, że nie będą wyciągane wobec nich żadne dyscyplinarne rzeczy, dzisiaj część tych chłopaków jest na wypowiedzeniach. Część tych chłopaków, jak nie wszyscy, mają poblokowane wejścia na teren zakładu. (...) Do dzisiaj te osoby nie są wpuszczane. (...) Niestety, pracodawca jest nieugięty. Dlatego dzisiaj ta pikieta tutaj pod kopalnią w obronie tych pracowników, w obronie reszty pracowników. (...) Widzę tutaj małżeństwo. (...) Pani ma do emerytury trzy lata, pan - rok. Zostali brutalnie, w sposób ohydny, wredny, zwolnieni. Dostali wypowiedzenia. Nikt się nimi nie przejął tam, nikt! (...) Takie standardy są tylko w PG "Silesia". Takie standardy nieludzkiego traktowania, nieludzkiego traktowania pracownika - tylko w PG "Silesia" - grzmiał.
Nieco wcześniej przypomniał, jak wyglądały rozmowy przeprowadzone 29 grudnia i jak pracodawca przestrzega ustaleń zaakceptowanych przez wszystkie strony.
- Negocjowaliśmy przez siedem godzin treść porozumienia. (...) To, co nam przyświecało, to aby wszyscy pracownicy PG "Silesia" - zaznaczam słowo "wszy-scy" - mieli pracę. Pracodawca - po wielu trudach - widziałem, że głowę ma spuszczoną, jak podpisywali to, ale podpisywali! I co się wydarzyło... 9 stycznia, już tego roku, dostaliśmy pismo, że warunkują przejęcie pracowników PG "Silesia" pewnymi rzeczami, a mianowicie - zawieszeniem układu zbiorowego pracy na dwa lata, nieprzejmowaniem wszystkich pracowników. (...) Nie mogę się zgodzić na to, że ktoś (...) oszukuje! - podkreślił.
Wskazał przy tym na zaskakujące zachowanie głównego akcjonariusza spółki Bumech Marcina Sutkowskiego, właściciela Przedsiębiorstwa, podczas ostatniego spotkania zespołu monitorującego realizację porozumienia.
- To się - jak mówił klasyk - w pale nie mieści, żeby facet wypowiedział takie słowa. Facet, który jest na stanowisku, wydaje się być inteligentny (...), mówi tak - "wiecie, byłem zmęczony, było późno, nie wiem, co podpisywałem" - relacjonował.
Wyraził wdzięczność za pomoc udzieloną podczas podziemnego strajku szefom poszczególnych struktur "Solidarności": przewodniczącemu Komisji Krajowej Piotrowi Dudzie, przewodniczącemu Krajowej Sekcji Górnictwa Węgla Kamiennego Bogusławowi Hutkowi oraz przewodniczącemu Krajowego Sekretariatu Górnictwa i Energetyki Jarosławowi Grzesikowi.
Szczególne słowa uznania skierował do członków Związku Zawodowego Ratowników Górniczych ("zrobili fantastyczną robotę", opiekując się przez 24 godziny na dobę protestującymi górnikami).
Pod koniec pikiety ponownie zabrał głos, informując o inicjatywie związkowej mającej na celu ocalenie kopalni przed zamknięciem.
- Od zeszłego roku jesteśmy non stop w defensywie. Niestety, takiego mamy pracodawcę - pracodawcę, który dorobił się milionów złotych na tej kopalni dzięki ludziom (...) - górnikom, pracownikom dołowym, przeróbce, mechanikom, elektrykom. (...) Ale dzisiaj ten człowiek pluje nam w twarz, manipuluje, wystawia na próbę. Mówi mi, że my dążymy do upadłości tej kopalni. A nierespektowanie tego porozumienia, to co? Wywoływanie napiętych sytuacji, to co? To nie próba [spowodowania - przyp. red. SG] właśnie upadłości przez zamieszki? Panie Sutkowski, jest pan winny tej sytuacji. (...) W związku z tym, powiem uczciwie, związek zawodowy "Solidarność" powołał spółkę, która nazywa się Przedsiębiorstwo Górniczo-Usługowe "Silesia-Bis". Wystąpiliśmy do Ministerstwa Środowiska i Klimatu o przejęcie koncesji PG "Silesia" - nie temu, że chcemy być biznesmenami, tylko temu, żeby wreszcie przyszedł ktoś, kto będzie tą spółką zarządzał uczciwie, że będzie szanował pracę naszych koleżanek i kolegów, że będzie godzien, aby nazwać się właścicielem. Ja nie mówię, że to będzie "Solidarność". Rozmawiam (...) z firmami, które mogą być inwestorem strategicznym. W momencie, kiedy doprowadzimy do tego, my - jako "Solidarność" - z tej spółki wychodzimy - zadeklarował Grzegorz Babij.
Przewodniczący Zarządu Regionu Podbeskidzie NSZZ "Solidarność" Marek Bogusz wyraził przekonanie, iż obecnemu właścicielowi PG "Silesia" nie zależy na dalszym rozwoju firmy, a oferta dzierżawy, jaką złożył zarządcy sądowemu, ma posłużyć osiągnięciu krótkoterminowych zysków, po czym zakład mógłby zostać zlikwidowany.
- On nie weźmie tej kopalni i nie będzie prowadził działalności. (...) On chce tylko jeszcze "wyciągnąć" ostatnią ścianę, która tam jest. On chce zarobić ostatnie pieniądze, które jeszcze może "wyciągnąć" z tamtej ściany. Nie będzie tutaj żadnego wydobycia. To jest ostatnia rzecz, którą on chce jeszcze zrobić - stwierdził lider podbeskidzkich struktur Związku.
Jego zdaniem, odpowiedzią na plany właściciela powinna być stanowcza reakcja rządu.
- Nie dostanie koncesji, nie będzie prowadził działalności gospodarczej. A my, jako Związek, już nieraz mówiliśmy - nie potrafisz, człowieku, zrezygnuj. My to poprowadzimy. Damy radę. (...) Pokazaliśmy to jako "Silesia", jako "Solidarność" na tej "Silesii", że potrafimy gospodarnie podchodzić do tej naszej matki, która tutaj jest. To myśmy założyli spółkę i to dzięki nam pojawili się tutaj wtedy Czesi. To dzięki nam ta firma pracowała, dzięki nam ci Czesi zatrudniali 1800 ludzi. (...) W tej chwili mamy 725. Tak to wygląda - podsumował, nawiązując do skutecznych działań, jakie podjął Związek kilkanaście lat temu, ratując kopalnię skazywaną na niebyt. Teraz historia może się powtórzyć...
Demonstracji towarzyszyły banery z hasłami: "W ministerstwie nie wyspany. Na Silesii opętany" (odniesienie do przytoczonych przez Grzegorza Babija słów Marcina Sutkowskiego), "Nie dla kłamstw - tak dla godności. Górnicy z Solidarności", "Żądamy przywrócenia każdego zwolnionego pracownika". Pojawiły się również elementy happeningu. Wśród pikietujących krążył "sutkowóz" - taczka, a na niej miś trzymający kartkę z napisem "Byłem zmęczony. Nie wiem co podpisywałem".
Ważnym akcentem było zaproszenie na scenę uczestników podziemnego strajku. Ich odważną postawę i determinację nagrodzono gromkimi brawami.
Całość zakończyło wspólne odśpiewanie "Mazurka Dąbrowskiego".