Ratujmy Dawida! Krzysztof Leśniowski prosi o pomoc

Dawid Kopiec leży w knurowskim szpitalu. Jest w stanie niemal wegetatywnym. 5 października 2012 roku uległ ciężkiemu wypadkowi na quadzie podczas wyjazdu integracyjnego zorganizowanego przez zatrudniającą go firmę Motorola. Teraz pracodawca umywa ręce. Twierdzi, że zdarzenie "mogło" mieć miejsce w pracy. Poważniejszym problemem dla rodziny są jednak bieżące koszty leczenia. O pomoc zaapelował Krzysztof Leśniowski, redaktor naczelny Solidarności Górniczej, prywatnie - wujek Dawida.

- Do tej pory apelowałem, w imieniu NSZZ "Solidarność" czy swoim własnym, o pomoc innym. Nigdy bym jednak nie przypuszczał, że przyjdzie taki czas, gdy sam będę prosił o pomoc dla kogoś bardzo bliskiego. Koszty leczenia Dawida przekraczają możliwości finansowe przeciętnej polskiej rodziny. Kolejne etapy rehabilitacji oraz konieczne operacje pochłonęły, jak dotąd, 227 tysięcy złotych. Środki, które udałoby się pozyskać przede wszystkim poprzez odpis od podatku dochodowego, potrzebne są nie tyle na potocznie rozumiane leczenie, ile wręcz na ratowanie życia - wyjaśnia Krzysztof Leśniowski.

Dawid pracował w Google i Motoroli, a chciał pracować dla amerykańskiej agencji kosmicznej NASA. I nie były to mrzonki, bo wcześniej zdobywał czołowe lokaty w licealnych olimpiadach, już natomiast jako student Wydziału Astronomii i Informatyki Stosowanej Uniwersytetu Jagiellońskiego został doceniony przez profesorów z całego kraju (jego praca magisterska była odczytywana na jednym z sympozjów). Reprezentując uczelnię, wraz z zespołem wygrał międzynarodowy konkurs tworzenia robotów mobilnych. Po ukończeniu studiów pracy szukać nie musiał - to praca szukała jego. Był członkiem Mensy, organizacji zrzeszającej osoby o ponadprzeciętnej inteligencji.

 

Obdarzony ponadprzeciętną inteligencją Dawid od czasów szkolnych zbierał laury w olimpiadach i konkursach. Jako wybitnie uzdolniony, był też stypendystą Krajowego Funduszu na rzecz Dzieci. Na zdjęciu: uroczystość wręczenia dyplomów stypendialnych z udziałem ówczesnego prymasa Polski księdza kardynała Józefa Glempa, Zamek Królewski w Warszawie. (fot. Archiwum rodziny Kopców)


 

Atrakcją firmowego wyjazdu integracyjnego do Ustronia, tragiczną - jak się potem okazało - w skutkach, był przejazd quadami po wyznaczonej pół godziny wcześniej trasie prowadzącej z Równicy. Uczestnicy przejazdu mieli do pokonania odcinek najeżony wystającymi korzeniami i kamieniami. Gdy doszło do wypadku na miejscu nie było nikogo, kto mógłby udzielić poszkodowanemu pierwszej pomocy. Ludźmi, którzy uratowali Dawidowi życie, byli strażacy. Dotarli po 20 minutach. Potem pozostał szok i niedowierzanie wśród krewnych i znajomych oraz początek drogi przez mękę dla samego Dawida i jego najbliższej rodziny: najpierw 8 miesięcy na oddziale intensywnej opieki medycznej, potem 3 miesiące w krakowskim Centrum Rehabilitacji Funkcjonalnej, wreszcie szpitale - chorzowski i knurowski.

Rodzice Dawida są pełni optymizmu i wiary, zwłaszcza po tym, co przeszli podczas pobytu syna w Chorzowie. - Tam "złapał" sepsę, zakażenie wirusem gronkowca... Przy takim osłabieniu organizmu nie miał większych szans na przeżycie. Jednak wyszedł z tego, a my widzimy, że walczy, że chce żyć, bo chyba ma coś jeszcze na tym świecie do zrobienia - mówi Norbert Kopiec, ojciec Dawida. Przy okazji dziękuje wszystkim, którzy pomogli Dawidowi w dotychczasowym leczeniu, szczególnie doktorowi Grzegorzowi Noconiowi.

 

Po wypadku zgłosiła się polsko-amerykańska firma współpracująca z amerykańską agencją kosmiczną NASA, przedstawiając ofertę pracy dla Dawida. To mógł być jego pierwszy krok w realizacji największego marzenia. Mógł - gdyby nie feralny piątek, 5 października 2012 roku. Teraz najważniejsza jest stała opieka głównie ze strony rodziców, w tym widocznej na zdjęciu mamy, oraz mocno zaangażowanego w pomoc doktora Grzegorza Noconia. (fot. Archiwum rodziny Kopców)


 

Dzisiaj kontakt z Dawidem jest bardzo ograniczony. Sprowadza się do śledzenia wykresów tętna, które świadczą o odczuwanym przezeń bólu. Wszystko wskazuje też na paraliż prawej strony ciała.

Podstawowym sprawą z medycznego punktu widzenia jest wyleczenie odleżyn, a ściślej: doprowadzenie do operacji przeszczepu skóry. Operacja jest niezbędna, by móc przetransportować Dawida do toruńskiej kliniki prowadzonej przez Fundację "Światło". Tam przejdzie badania mózgu, które pozwolą ustalić, czy cokolwiek słyszy i widzi, a jeśli tak, to w jakim stopniu.

 

Jak pomóc?

Dawid jest podopiecznym fundacji Votum. Darowizny na leczenie należy wpłacać na konto 32 1500 1067 1210 6008 3182 0000 z dopiskiem "dla Dawida Kopiec". Można też przekazać 1 procent podatku dochodowego poprzez rozliczenie roczne (PIT), wpisując w odpowiedniej rubryce numer Krajowego Rejestru Sądowego (KRS) 0000272272 z konkretnym wskazaniem celu szczegółowego: "dla Dawida Kopiec".