Kolorz: Realistyczny Program dla Śląska

Kwi 26, 2018

- To nie jest dokument przywieziony „w teczce” przez kogoś z Warszawy. 90 procent jego założeń powstało tu, na Śląsku. (...) Warto było się zaangażować i całą sprawę zainicjować, bo dzięki temu powstał pierwszy program rozwoju regionu, który jest realistyczny - podkreśla Dominik Kolorz w rozmowie o Programie dla Śląska: pracach nad dokumentem, jego treści, kolejnych etapach realizacji oraz konsekwencjach dla przemysłu wydobywczego. Zachęcamy do lektury wywiadu.

 

* * *

 

Solidarność Górnicza: - Czym obecny Program dla Śląska różni się od podobnych strategii rozwoju regionu, którymi politycy raczyli nas co jakiś czas przez ostatnich 20 lat?

Dominik Kolorz, przewodniczący ZR Śląsko-Dąbrowskiego NSZZ "Solidarność": - Przede wszystkim tym, że obecny Program nie był robiony na zamówienie polityczne. Idea jego powstania wyszła ze strony "Solidarności". To nie jest dokument przywieziony "w teczce" przez kogoś z Warszawy. 90 procent jego założeń powstało tu, na Śląsku. Pamiętamy przecież, jak pani premier Kopacz przyjechała do Katowic z własnym programem, bo zbliżały się wybory i trzeba było coś zrobić, aby pozyskać śląskich wyborców. Każdy, kto ten dokument przeczytał, zdawał sobie sprawę, że to jest nawet nie lista pobożnych życzeń, a stek bzdur przedstawionych na użytek polityczny. Wcześniejsze dokumenty podobnego typu, które też gdzieś tam krążyły po warszawskich salonach, miały podobny cel i chyba nawet ich twórcy nie mieli wtedy wątpliwości, że założenia tam zapisane nigdy nie zostaną zrealizowane.

SG: - Patrząc z perspektywy czasu, warto było tak bardzo angażować się w prace nad kolejną strategią dla regionu? Może to powinna być jednak domena polityków, niekoniecznie "warszawki", ale tych lokalnych, skoro to politycy mają ją potem realizować?

DK: - Byli tacy, którzy pukali się w głowę, jak w 2014 roku usłyszeli, że głównym punktem programowym Zarządu Regionu Śląsko-Dąbrowskiego NSZZ "Solidarność" na kolejną kadencję będzie stworzenie Programu dla Śląska. Wielu twierdziło, że to nie ma sensu, że to strata czasu, że należy dać sobie spokój. Dzisiaj mamy konkretny dokument, któremu poświęciliśmy sporo merytorycznej pracy. I nie jest on tylko dziełem związkowców, bo przypomnę, że od początku pracował nad nim komitet gospodarczy przy śląsko-dąbrowskiej "Solidarności", który tworzyły osoby reprezentujące naprawdę różne środowiska - od ówczesnego wojewody począwszy, na byłym wojewodzie i przewodniczącym Zarządu Regionu Marku Kempskim skończywszy. Potem zmieniła się formuła dialogu społecznego i powstała Wojewódzka Rada Dialogu Społecznego, a jej pierwszym przewodniczącym został przewodniczący śląsko-dąbrowskiej "Solidarności" jako przedstawiciel strony społecznej. Wykorzystaliśmy sprzyjające okoliczności i już na drugim posiedzeniu WRDS zdecydowaliśmy, że Program dla Śląska powinni tworzyć mieszkańcy tej ziemi - możliwie szerokie spektrum środowisk. Prace nad Programem zakończyliśmy we wrześniu 2016 r. Podpisali się pod nim wtedy przedstawiciele wszystkich niemal sił politycznych, społecznych i gospodarczych województwa śląskiego - wojewoda, marszałek województwa - politycznie reprezentujący opozycję, pracodawcy państwowi, pracodawcy prywatni, rzemieślnicy, związkowcy - a wszystko to w obecności wtedy jeszcze wicepremiera Mateusza Morawieckiego. Potem wokół sprawy zapanowała cisza. Postawiliśmy wtedy sprawę "na ostrzu noża" - jako Region Śląsko-Dąbrowski zwróciliśmy się do Komisji Krajowej Związku o wejście w spór z rządem. Na szczęście mocne zaangażowanie wicepremiera Morawieckiego i wiceministra rozwoju Jerzego Kwiecińskiego sprawiło, że Program stał się częścią rządowej Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju zwanej "planem Morawieckiego". Odpowiadając na pytanie, powiem tak - warto było się zaangażować i całą sprawę zainicjować, bo dzięki temu powstał pierwszy program rozwoju regionu, który jest realistyczny.

SG: - Które z założeń zapisanych w Programie należałoby uznać za priorytetowe?

DK: - Trudne pytanie. Program dla Śląska jest na tyle spójny, że każdy z jego elementów jest na swój sposób priorytetem. Gdyby jednak pokusić się o jakąś odpowiedź, to musiałbym przypomnieć początki prac nad dokumentem. Wszyscy zgodziliśmy się wtedy, że czy się to komuś podoba, czy nie, świat nam technologicznie ucieka i musimy skupić się na tym, by nam uciekać przestał, a najlepiej - byśmy zaczęli ten świat gonić. Wszystkie te elementy nowoczesnych technologii, od elektromobilności począwszy, przez produkcję paliw wodorowych, po wykorzystanie węgla do produkcji syngazu są równie istotne. Ważne jest także zupełnie inne podejście do kwestii rewitalizacji. To nie ma być sadzenie drzew na pokopalnianych hałdach, bo od tego miejsc pracy nam nie przybędzie. Trwają prace nad nowelizacją ustawy rewitalizacyjnej i ustawy o specjalnych strefach ekonomicznych. Program przewiduje jednego operatora rewitalizacyjnego, który będzie wprowadzał inwestorów na tereny poprzemysłowe. Parę przykładów takiej zdrowo pojętej rewitalizacji mógłbym zresztą podać już teraz. Patrząc z punktu widzenia lokalnego patrioty, istotne są zapisy dotyczące tak zwanej kogeneracji energetyki i węgla, idei budowy sieci ciepłowniczej, która zastąpiłaby przydomowe kotłownie. Nie po to staraliśmy się - jako "Solidarność" - by aktywa EDF-u zostały przejęte przez Polską Grupę Energetyczną, żeby teraz dopuścić do zamknięcia niektórych z przejętych zakładów. Mam na myśli przede wszystkim elektrownię "Rybnik" i miasto Rybnik, które ma najgorszą jakość powietrza w Europie, o czym ostatnio pisał nawet dziennik The New York Times. Poprawa jakości powietrza bez konieczności likwidacji elektrowni byłaby wymierną korzyścią dla wszystkich. Generalnie są tam rzeczy, które trzeba zrobić szybko - a więc wszelkie inwestycje infrastrukturalne i są takie, na które potrzeba będzie trochę więcej czasu, na przykład kwestie związane z nowymi technologiami. Wszystkie są jednak równie ważne, bo od jednych zależy skuteczna realizacja drugich.

SG: - Stwierdzenia typu "nowe technologie" czy "innowacje" budzą w niektórych pewien lęk, bo kojarzą im się z urzędową przebudową struktury gospodarczej regionu, a więc likwidacją kopalń, likwidacją miejsc pracy w branżach tradycyjnych, wzrostem bezrobocia. Na ile te obawy mogą być zasadne?

DK: - Śląsk przestaje być regionem bazującym wyłącznie na przemyśle ciężkim. To fakt, którego nie zmienimy. Do nowej rzeczywistości możemy się jednak dobrze przygotować. Kopalnie i elektrownie na razie pozostaną, huty - również, ale nie będą już miały tak dużego znaczenia, jak do tej pory. W Programie mamy też jednak zapisy mówiące o rewitalizacji 200-megawatowych bloków energetycznych. Co najmniej 4-5 bloków na Śląsku można zrewitalizować. To jest element gwarantujący pewną stabilność sektorowi wydobywczemu. Mamy w Programie zapisy mówiące o modernizacji elektrowni "Łaziska", co ma kolosalne znaczenie dla przyszłości dostarczającej tam węgiel kopalni "Bolesław Śmiały". Wcześniej Grupa Tauron chciała elektrownię zamknąć. Przy produkcji syngazu będą z kolei wykorzystywane miały węglowe. Z pewnością Program nie ma charakteru antygórniczego czy antywęglowego. Węgiel dostaje tutaj swoją szansę. Jeśli jednak chcemy uniknąć masowej ucieczki młodych ludzi do innych państw Europy Zachodniej czy pozostałych aglomeracji w Polsce, musimy zabiegać o rozwój nowych technologii na Śląsku. Formuła Programu dla Śląska jest otwarta. Nie jest tak, że jak coś nie zostało tam uwzględnione, to już nigdy uwzględnione nie będzie. Możliwość uzupełniania naszej regionalnej strategii o nowe elementy sprawia, że jest to dokument na lata. Przykład? Proszę bardzo. Prawdopodobnie jeszcze w tym roku do Programu dla Śląska zostanie wpisana szybka kolej, która połączy Gliwice z Katowicami i lotniskiem w Pyrzowicach, na czym skorzystają mieszkańcy przemysłowej części województwa.

SG: - A co z finansowaniem wpisanych tam inwestycji? Realizacja wszelkiego typu strategii rozbija się najczęściej o ten właśnie czynnik...

DK: - Program jest "podparty" konkretnymi środkami finansowymi. Za realizację inwestycji odpowiedzialne są określone podmioty, czego też wcześniej nie było. Rzeczą tak samo ważną jest to, że już w tej chwili działa komitet monitorujący i sterujący, zarówno przy Ministerstwie Inwestycji i Rozwoju, jak i przy Wojewodzie Śląskim. Ma on na bieżąco oceniać wdrażanie Programu w życie i poniekąd "dyscyplinować" te podmioty, które od realizacji inwestycji będą się uchylać. Poza tym przyglądamy się temu wszystkiemu jako związek zawodowy "Solidarność". Gdyby ktoś w rządzie wpadł na pomysł, by z wprowadzania założeń Programu zrezygnować, postaramy mu się to skutecznie wybić z głowy, bo chodzi o "być albo nie być" całego regionu.

SG: - Kiedy możemy się spodziewać realizacji przynajmniej większej części zapisów Programu?

DK: - Jestem nastawiony optymistycznie. Myślę, że pod koniec kolejnej kadencji związkowej, w roku 2022, będziemy mogli powiedzieć, że 50-60 procent jego zapisów zostało wykonane.

SG: - Oby tak się stało. Dziękujemy za rozmowę.

 

rozmawiał: MJ